• Wpisów:13
  • Średnio co: 62 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 14:49
  • Licznik odwiedzin:2 394 / 879 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wszedł do biura przyciągając uwagę swoimi zaczerwienionymi oczami i worami pod nimi. Blado uśmiechając się do współpracowników przeszedł przez długi korytarz. Usiadł na swoim stanowisku i zabrał się do pracy. Z materiałów do artykułu postanowił wyciągnąć co tylko się da, żeby tylko szef dał mu spokój. Za dużo innych rzeczy chodziło mu po głowie. Nie zamierzał przejmować się dodatkowo pracą.
- Pewnie już słyszałeś. - odezwał się jeden z kolegów.
- O czym? - odpowiedział nie odrywając oczu od ekranu.
- Będziemy mieć nowego szefa... przez pewien czas.
- Nie słyszałem. To fajnie. Może w końcu nie będę parzony oddechem smoka w kark. - zaśmiał się ciągle stukając w klawiaturę.
- Jestem ciekawy kto to. Może kobieta. - kumpel nie dawał za wygraną, był wyraźnie podniecony tą informacją.
- Może... - Łukasz nie skupiał się na tym tak bardzo jak jego kolega. Od pracy oderwał go znajomy stukot damskich szpilek. Nieśmiało podniósł wzrok z nad komputera. Nie mylił się. Długowłosa, długonoga piękność przechodziła przez biuro w czerwonej obcisłej sukience z głębokim dekoltem, przy którym błyszczał mały drobny wisiorek. Spojrzała tylko na niego i szeroko się uśmiechnęła, a w jej oczach zapaliło się tysiące psotnych iskierek. Zawstydzony odwzajemnił uśmiech.
- Dlaczego uśmiechnęła się tylko do Ciebie? Znacie się? - szturchnął go naburmuszony Bartek.
- Yyyy... no znamy, a co? Zazdrościsz?
- Na ciebie zawsze lecą wszystkie fajne laski. Co masz ty czego nie mam ja?
- Hmm... Może przystojny jestem po prostu? - zaśmiał się Łukasz - wracaj do roboty Romeo.
- Goń się.
Po przerwie śniadaniowej wszyscy mieli zebrać się w sali konferencyjnej. Ogłoszenie nowego szefostwa nie miało nic zmienić w dotychczasowych obowiązkach wszystkich pracowników dlatego każdy chciałby mieć to jak najszybciej za sobą.
- Wiedziałem. Miałem nosa. Teraz będziesz miał pewnie jakieś ulgi, co? - Bartek dogryzał Łukaszowi gdy wracali do swoich obowiązków i przez resztę dnia sypał niegrzecznymi uwagami. Łukasz bardzo ucieszył się że jego nowym szefem będzie Kasia, szczerze na to liczył gdy dziś zobaczył ją w biurze. Chciał z nią porozmawiać i przeprosić za poprzedni dzień, zastanawiał się jednak czy wypada i dziewczyna nadal chce z nim rozmawiać. Chciał jak najszybciej skończyć swoją pracę by gotowy projekt podrzucić na biurko nowej szefowej. Nawet nie zorientował się kiedy został jako jedyny na swoim dziale, nagle poczuł na swoim ramieniu dotyk delikatnej kobiecej dłoni.
- Masz coś dla mnie? - zapytała uśmiechnięta piękność delikatnym i cichym głosem.
- Wydaje mi się że tak. Zechcesz zobaczyć? - poczuł lekkie zawahanie, nie był pewny czy w pracy również może korzystać z tego że przeszli na ty.
- Zapraszam... do siebie. - powiedziała i wróciła do swojego gabinetu zmysłowo kręcąc biodrami.
- Jest gotowy. Na ewentualne poprawki mamy jeszcze czas. - powiedział kładąc kilka wydrukowanych kartek przed nową panią prezes.
- Może napijesz się ze mną whisky i sprawdzimy to razem? Chyba że się śpieszysz... - mówiła cicho swoim delikatnym, kobiecym, kuszącym głosem. Odmowa nie wchodziła w grę. W całym gabinecie unosił się zapach wanilii. Nigdy wcześniej nie czuł się w tym miejscu tak dobrze. Wstała, podeszła do stolika gdzie stały szklanki i karafka ze szkocką. Nalała dwie podwójne porcje i podeszła do Łukasza podając mu jedną z nich. Usiadła na biurku przed którym siedział, zsunęła czerwone lakierowane szpilki ze stóp i założyła nogę na nogę. Sięgnęła po artykuł który przyniósł Łukasz. Jej każdy ruch był delikatny i przemyślany. Sprawiała że szalał na jej punkcie. Że ochota dotknięcia jej sięgała zenitu. Przeczytała kilka pierwszych zdań i przechyliła szklankę ze szkocką do końca.
- Mocne. Wiesz o tym? - szepnęła nachylając się do sparaliżowanego Łukasza. - Nie ma czego poprawiać. A skoro już tu jesteś... - urwała i położyła stopę na jego kolanie. Poczuł że robi mu się gorąco. Postanowił się wycofać. Póki jeszcze może.
- Dziękuję. W takim razie, mogę już iść? - zapytał i wstał z zamiarem wyjścia.
- Nie. Zamknij drzwi. - szepnęła, a jego ciało przeszedł dreszcz, lecz zrobił co mu kazała. - Nie mam na sobie bielizny...
- Nie jestem pewien czy powinniśmy... - powiedział kiedy zbliżyła się do niego. Położyła mu palec na ustach by się uciszył. Uniosła na palcach i pocałowała go. Przywarła do niego całym ciałem. W tym momencie w jego głowie zabrzmiały jej słowa o braku bielizny. Nie przerywając pocałunku objął ją i złapał za pośladki. Zadrżała pod wpływem jego dotyku. Uniósł delikatnie i położył na miękkiej kanapie w rogu gabinetu. Zaczął pieścić jej zgrabne ciało. Oboje reagowali jakby byli dla siebie stworzeni. Jego dłonie wędrowały po ciele i dostawały go coraz więcej. Wbiły się pod cienki materiał jej sukienki. Poczuł że nie żartowała z brakiem bielizny. Chciał by oszalała, żeby dostała to czego nie miała nigdy. Pozbawił ją czerwonego seksownego wdzianka i całował całe jej ciało. Pieścił piersi i napawał się ich smakiem drażniąc sutki językiem. Zszedł niżej. Całował wewnętrzną stronę jej ud. Zaczął pieścić palcami i językiem. Jej ciało wyginało się pod wpływem rozkoszy a jęk roznosił się po całym pomieszczeniu. Bawił się nią długo i dokładnie tak by mógł poczuć jej pierwszy orgazm na swoich palcach. Kiedy dochodziła wbijała paznokcie w kanapę i tłumiła krzyk zaciskając zęby. Otulił jej nagie ciało, patrząc w oczy. Pocałował ją długo i namiętnie by jej oddech znów stał się płytki nierównomierny.
- Czy ty właśnie... - urwała czując wstyd - nikt nigdy nie zajął się mną w ten sposób...
- Ciii... teraz masz okazję zająć się mną. - pocałował ją w czoło i znów mocno przytulił.
 

 
Wrócił do domu. Zapomniał ze jest u niego ona. Trzasnął drzwiami, oparł o ścianę i zamykając oczy wziął głęboki oddech.
- Gdzie byłeś? - stanęła przed nim. Otworzył oczy uśmiechając się blado do kruchej dziewczyny stojącej przed nim. Ubrana tylko w jego koszulkę wyglądała tak bezbronnie, jej oczy pełne bólu a usta wykrzywione były w grymasie smutku. Miał ochotę wziąć ją w ramiona, otulić ramionami i cofnąć czas by mogli być znów szczęśliwi razem. W głowie jednak brzmiały mu słowa męskiego boksera: "To zwykła dziwka! Dziecko nie jest twoje!"
- Byłem tam. - wydukał, minął ją i wszedł do kuchni.
- Tam? Gdzie?! - poszła w ślad za nim. Do oczu napłynęły jej łzy.
- No tam... Czyje jest to dziecko w końcu? Powiesz mi? Robisz ze mnie...kurwa idiotę! - stał nad nią i każde słowo celował prosto w serce.
- Twoje! Łukasz... przysięgam że jest Twoje! - rozpłakana zakryła twarz dłońmi.
- Cicho... przepraszam no. Nie płacz. Wierzę Ci. - ujął jej twarz w dłonie, kciukami ocierając łzy płynące po policzkach. - spróbujemy jeszcze raz, co ty na to mała? - rzuciła mu się na szyje, płacząc jeszcze bardziej.
- Tak! - złapał ją za pośladki i podniósł by oplotła go nogami.
- Jesteś głodna moja mała małpko? - zapytał sadzając ją na blacie w kuchni.
- Bardzo! Zrób dla mnie coś pysznego! - na jej twarzy zagościł się uśmiech, w policzkach pojawiły się dwa urocze dołeczki. Łukasz ucałował jeden z nich.
- Będą naleśniki z czekoladą. Pasuje wam?
- Mhmmm... Myślisz że to będzie chłopiec? - zaptytała kiedy zajął się robieniem naleśników.
- Chciałbym...
...
- Dziękuję. Będziesz mnie teraz tak ciągle rozpieszczał?
- Was. Bedę was rozpieszczał. - złapał ją za dłoń i pocałował ją. - Kocham Cię.
- Wybaczysz mi?
- Już to zrobiłem. Chodz do mnie malutka. - odsunął się od stołu wskazując na swoje kolana. Wstała i usiadła na nich, wtulając sie. Położył rękę na jej nodze. Było mu tak cudownie czuć jej miękkie, delikatne ciało pod palcami. Zanurzył nos w jej wlosach, rozkoszował się ich zapachem. Dłoń delikatnie przesuwał w górę. Czuł że zatraca się w jej pięknie na nowo, że chce ją mieć i być z nią zawsze tak jak planował wcześniej. Łapczywie wbił się w jej usta. Całował ją żarliwie, kłując dwudniowym zarostem. Przygryzał jej wargi, oblizywał je językiem i ssał aż z jej ust wydobył się cichy jęk pełen podniecenia. Szarpnęła za jego koszulę rozrywajac ją. Schyliła się do jego szyi i namiętnie ją całowała schodząc niżej.
- Chodź ze mną. - złapała go za rękę i pociągnęła w stronę sypialni. Rzuciła go na łóżko, ściągnęla z niego spodnie i rozdartą koszulę. Usiadła na nim i pochyliła się by go pocałować. Uwielbiał kiedy to robiła. Każde dotknięcie jej rozpalonych ust pozostawiało palące miejsce na jego ciele.
- Nie. - przerwał kiedy próbowała zdjąć z niego majtki.
- Co?
- Nie.
- Dlaczego?
- Nie mogę... - załamał mu się głos. W jednej chwili przypomniał sobie o jej zdradzie. Nie chciał by poczuła się odrzucona. Złapał ją za nadgarstki, przyciagnął do siebie i utulił.
- Wiem o co Ci chodzi. Późno już... Pójdę.
- Gdzie ty chcesz iść? Do niego?
- A mam inne wyjscie? Ciebie zraniłam i muszę ponieść karę. Rozumiem wszystko. - ucałowała go w czoło i odeszła. Siedział jak sparaliżowany. Czuł że miała racje. Mimo wielkich chęci nie potrafiłby żyć z nią jak wcześniej, jednak nosiła pod sercem jego dziecko. Dla tej małej kruszynki był w stanie zrobić wszystko. Chciał usłyszeć jej pierwszy krzyk, zobaczyć jej pierwsze samodzielne kroki. Wiedział że jeżeli pozwoli jej na to by wróciła do tamtego frajera, on zniszczy wszystko i nie pozwoli na to by Łukasz usłyszał pierwsze słowo swojego dziecka. Usłyszał dźwięk otwieranych drzwi. Wybiegł z sypiani.
- Marta! Nie idź nigdzie. Zostań. Nie pozwolę by coś Ci się stało. Dziś prześpię się na kanapie. Wszystko się jakoś ułoży... Potrzebuję czasu. Zgoda? - wyrzucał z siebie słowa jak z karabinu, po to żeby nie było za późno, żeby zechciała z nim zostać.
- Mam tam swoje rzeczy... Wiesz?
- Na pewno nie odbierzesz ich sama. Chodź... - wyciągnął do niej rękę. Chwyciła ją i w jej oczach znów pojawiły się łzy. "Pora dorosnąć" pomyślał Łukasz. Wiedział że jest w stanie zapewnić dobry dom dla swojego dziecka.
Nie potrafił zasnąć, długo kręcił się i myślał o Katarzynie, Marcie i dziecku. W jeden dzien tak wiele się wydarzyło. Nie pofrafił uporać się z myślami. Poszedł do sypialni gdzie spała ona. Usiadł na brzegu łóżka, okrył ją, pogładził po policzku i czuwał nad jej snem.
 

 
Podniósł ją delikatnie, wydawała mu się taka krucha jak najsmaczniejsze kruche ciasteczko, szedł z nią w ramionach w kierunku sypialni. Spała wczepiona w jego ramiona, otoczona troską, czuła się bezpiecznie. Położył ją na łóżku, wyjął z szuflady swój T-shirt i zaczął rozbierać dziewczynę. Zdjął z niej sweter i na prawym ramieniu, obojczyku i piersi zobaczył sińca przypominającego wzór paska. Przeciągnął palcem po tym miejscu, nachylił się i pocałował. W jego oczach pojawiły się łzy. Zastanawiał się jak można podnieść rękę na kobietę, sprawić jej ból i zostawić ślad na tak pięknym ciele. Założył na nią podkoszulek i zdjął z niej spodnie. Jego oczy ujrzały cały arsenał sińców, ich kolory sugerowały że jedne były świeże, inne już pewnie nawet nie bolały. Nachylił się nad dziewczyną, przykrył starannie kołdrą i ucałował w czoło. Był bardzo zmęczony ale nie chciał tego tak zostawić. Wyciągnął telefon z jej torebki, miała 5 smsów i 7 nieodebranych połączeń od tego psychola. Nie chciał ich czytać, sam ich widok bardzo go bolał. Spisał tylko jego numer, złapał za kurtkę i wybiegł z domu. Nie wiedział co z nim zrobi, ale wiedział że zrobi to mocno. Dygotał ze złości. Uruchomił silnik i ruszył z piskiem sprzed bloku. Piętnaście minut później był pod jego domem. Zaparkował na zakazie i popędził schodami na górę.
- Otwieraj kurwo! - Łukasz zaczął uderzać pięściami w drzwi. - Otwieraj, ty pieprzony tchórzu! - wrzeszczał na całą klatkę, wiedział że słyszą go wszyscy. Otworzyły się drzwi obok, wyszedł z nich postawny mężczyzna.
- Jakiś problem? Zamknąć ci buzie kolego?
- Tak, mam problem, ten kretyn który tu mieszka bił dziewczynę która jest w ciąży! - wykrzyczał Łukasz w twarz sąsiadowi jego wroga jakby jemu też chciał przyłożyć.
- Marta jest w ciąży? - zapytał z zawahaniem mężczyzna.
- Tak!
- O mój boże... - mężczyzna jęknął i złapał się za głowę.
- Co?! O co ci kurwa chodzi?
- Tutaj codziennie były awantury, gdybym wiedział że jest w ciąży nie pozwoliłbym ta to.
- Nie wiedziałeś i dlatego to zostawiłeś? Kurwa! Jak można być tak obojętnym na cudzą krzywdę! - Łukasz znów zaczął walić pięścią w drzwi - Otwieraj skurwielu, słyszysz? Zabije cie!
Nagle otworzyły się drzwi z których prawie wypadł ostro nawalony facet.
- To zwykła dziwka! Dziecko nie jest twoje! Na pewno... nie wierz jej. Mnie też próbowała w nie wrobić, ale się nie dałem. To szma... - nie dokończył i Łukasz uderzył go pięścią w twarz. Potem drugi i koleś upadł na ziemię. Sąsiad podniósł go i trzymał a Łukasz wycelował kolejne trzy ciosy. Polała się krew.
- Lepiej jej pilnuj - wytarł krew która kapała mu z nosa - jak ją zawieję to znowu poleci do innego. Nie bądź głupi. Możesz bić mnie ile chcesz ale mówię prawdę. Przez całe trzy lata jebałem ją kiedy ty siedziałeś za swoim biureczkiem klikając w klawiaturkę.
- Zamknij się! - Łukasz wybiegł z bloku jak poparzony. Zaczął płakać i krzyczeć. Upadł na chodnik i bił w niego pięściami.
- Czy coś się stało? Mogę ci jakoś pomóc? - usłyszał za sobą delikatny damski głos.
- Nie... potrzebuje... kurwa... pomocy! - wykrzyczał, wstał i odwrócił się do kobiety. To była ona. Piękność z biura którą jeszcze parę godzin temu miał w planach zdobyć, by zapomnieć o tym co się działo. Miała na sobie czarny zwiewny kombinezon z głębokim dekoltem który pokazywał prawie połowę jej okrągłych piersi, przez cienki materiał odbijały się jej nabrzmiałe sutki, włosy spięte w kitkę i w końcu zobaczył dokładnie jej twarz. Zza długich zalotnie zakręconych rzęs świeciły dwa węgielki, pełne psotnych iskierek, zgrabny delikatnie zadarty nosek, a pod nim ponętne czerwone rozchylone namiętnie wargi. Ugięły się pod nim nogi. Jej piękno znów wzięło w panowanie jego ciało. Ze wściekłego byczka stał się szybko podnieconym kochankiem który złapałby ją w swoje ramiona i wykorzystał każdy centymetr jej gładkiego ciała.
- Przepraszam... nie chciałem tego powiedzieć. - wydukał.
- Rozumiem, nic nie szkodzi. Może zechciałby pan porozmawiać? Zapraszam do siebie na herbatę. Chyba gdzieś już pana widziałam. - odpowiedziała w sposób tak kuszący. Chociaż nie powiedziała żadnego wulgarnego słowa wyczuł że ona też ma ochotę spróbować jego ciała.
- Pracuję dla pani ojca. - wycedził szybko. - nie powinienem, dziękuję za zaproszenie. - pożałował że to powiedział, zrobił krok do tyłu licząc na ponaglenie zaproszenia z jej strony.
- Bardzo proszę, spędziłabym ten wieczór znów samotnie... Niech pan nawet nie mówi że nie wypada, napijemy się czegoś mocniejszego, przyda się panu. - wyciągnęła zachęcająco dłoń w jego stronę, miał ochotę złapać ją, przyciągnąć do siebie tak by poczuli swoje ciała.
- No dobrze, ale tylko na chwilę.
- Świetnie. - jęknęła podniecona. - Zapraszam.
Odwróciła się i weszła do klatki, otworzyła drzwi i kołysząc biodrami weszła przed nim do mieszkania.
- Czego się pan napije? Może drink? Postaram się żeby był mocny. - nie czekała na odpowiedź, uśmiechnęła się i złapała za butelkę wódki. - Niech pan usiądzie.
Zrobił to co zasugerowała. Rozsiadł się na miękkiej czerwonej kanapie. Przeciągnął dłonią po siedzisku a ona była już przy nim. Postawiła drinki na stoliku i usiadła obok niego. Każdy jej ruch sprawiał że Łukasz miał ciarki.
- Jak właściwie ma pan na imię?
- Przepraszam że się nie przedstawiłem. Łukasz Krawiec. - podał jej rękę, a ta delikatnie ją uścisnęła.
- Miło mi cię poznać Łukaszu, Katarzyna Ostojska. Napijmy się. - uśmiechnęła się odsłaniając szereg białych lśniących zębów. Zwilżył wargi drinkiem. Chciał wyciągnąć rękę i wziąć ją i mieć, na każdy sposób. Nie było jeszcze kobiety która podniecałaby go w ten sposób.
- Dlaczego tak na mnie patrzysz? - prychnęła roześmiana. - Jestem podobna do ojca czy co?
- Nie, właśnie nie, jesteś bardzo pociągająca. - nie wierzył że to powiedział, zauważył że po tych słowach zaczęła szukać wzrokiem jego wzroku, wysyłając mu sygnał że on też jest w jej typie.
- Popatrz na mnie. - znów się zaśmiała. - Podobam ci się? - zdjęła ramiączko kombinezonu z ramienia, delikatny materiał zsunął się po jej gładkim ciele.
Nie musiał nic mówić, położyła swoją dłoń na jego udzie i przesuwała ją w górę.
- Oh. - jęknęła napotykając dłonią na jego nabrzmiałą męskość zamkniętą za rozporkiem.
- Chcesz tego? - już miał rzucić się na nią i poczuć w końcu jak smakuje kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
- To mój tata. Na pewno. - powiedziała spanikowana.
- Super, to ja muszę spływać. Wymyśl coś, powiedz że byłem pożyczyć cukier czy coś. - zaśmiał się, wstał i pocałował ją w policzek.
- Dobry wieczór. - powitał szefa w drzwiach i szybko się oddalił.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dotarł pod dom, szukał miejsca do zaparkowania. Jak zwykle o tej godzinie nie było szans by stał blisko swojej klatki. Zaparkował parę metrów dalej. Przed drzwiami do jego klatki stała spora grupa osób, zamieszanie. Podszedł niepewnie, od razu pomyślał o pożarze ale szybko odrzucił tą myśl ze względu na brak ognia, dymu lub paniki sąsiadów.
- Dzień dobry. Co się dzieje?
- Aaa, dobry, dobry, o wilku mowa, chyba do pana ktoś się dobija. - odpowiedziała najbardziej wścibska sąsiadka uśmiechając się szyderczo do Łukasza.
- Co? Jak to? - wbiegł przez drzwi i biegnąc po schodach usłyszał głośne uderzanie w drzwi, płacz i krzyki. Zanim dostał się na 3 piętro rozpoznał głos osoby która próbowała dostać się do jego mieszkania. Zwątpił czy chce ją widzieć. Minął półpiętro i zobaczył ją, siedzącą pod drzwiami, zapłakaną, z rozmazanym makijażem, ale wciąż tak samo piękną. Miał ochotę wziąć ją w ramiona, mocno przytulić i pocałować.
- Co tu robisz? - zapytał. Dziewczyna podniosła głowę, spojrzała na niego jakby chciała wbić w niego paznokcie i rozszarpać.
- Wreszcie jesteś, musimy porozmawiać. - warknęła zachrypniętym od płaczu głosem.
- Chyba nie mamy o czym. - skwitował sucho i włożył klucz w zamek w drzwiach. - Zechciałabyś się przesunąć? Chcę wejść do mieszkania.
- Porozmawiaj ze mną! - krzyknęła. W tej chili Łukasz odwrócił się i zauważył spojrzenia sąsiadek które obserwowały sytuacje.
- Nie macie nic innego do roboty? Zajmijcie się swoimi sprawami. - powiedział surowo do sąsiadek, wziął dziewczynę za rękę i wprowadził do mieszkania. Gdyby nie tłum gapiów, odbył by rozmowę z nią za drzwiami. Sąsiadki już miały swoje wizje, o tym że pewnie on, ją zdradził, zranił, porzucił, dlatego ich wzrok był pełen oskarżeń w stronę Łukasza, przecież ta biedna zapłakana dziewczyna nie mogłaby zrobić mężczyźnie krzywdy.
- Mów o co chodzi, nie mam ochoty na kolejne głupie gierki. - był tak blisko, czuł jej zapach, chciał zanurzyć palce w jej włosach, przyciągnąć do siebie jej delikatne ciało i żarliwie wbić się ustami w jej usta. Rozchylić jej wargi językiem i poczuć jej smak. Dziewczyna przyglądała się jego reakcji na nią. Pociągnęła nosem i przetarła wierzchem dłoni mokry policzek. Otworzyła usta i długo zastanawiała się jak ma wypowiedzieć te słowa. Opuściła głowę i prosto w podłogę wypowiedziała:
- Jestem w ciąży.
- No, świetnie, gratuluje wam. Przyszłaś prosić mnie o to żebym został ojcem chrzestnym czy jak? - kipiał ze złości, zazdrość wylewała się z niego jak lawa z wulkanu. Zacisnął pięści i odwrócił od niej żeby nie widziała że do oczu napłynęły mu łzy. Kiedyś tak bardzo chciał mieć z nią dziecko. Często smyrał ją po brzuchu i mówił że tam będzie jego syn. Ona wtedy wkurzała się i mówiła że nie jest na to gotowa. Bolało go to, że przy nim nie czuła się na siłach zostać matką, a miała przecież wszystko, odeszła na chwile i już poczuła że z kimś innym jest w stanie temu podołać. Dziewczyna zaczęła znów płakać, podeszła do niego, oparła głowę na jego ramieniu licząc na przytulenie.
- To chyba... twoje dziecko.
- Co?! - odsunął ją od siebie i popatrzył w oczy. Widział w nich strach i zagubienie. Dopiero teraz zauważył sińca pod jej okiem.
- Zaraz... - złapał ją za brodę i podniósł - kto ci to zrobił?
- Uderzyłam się w szafkę. - spuściła wzrok.
- To on? Uderzył cię? Co za skurwiel...
- Nie, naprawdę się uderzyłam... - wiedział że będzie żałował i cała ta sytuacja jest skomplikowana, oboje bardzo potrzebowali bliskości, wziął ją w objęcia, przytulił tak mocno jak tylko mógł, pocałował w miejscu sińca i zatopił nos we włosach, mocno wciągnął jej zapach. Mimo wszystko czuł się taki spokojny, jakby nic teraz ani wcześniej się nie wydarzyło.
- Nie płacz już... - wytarł kciukiem łzy spływające po policzku i pocałował w czoło. - napijesz się czegoś?
- Nie - odpowiedziała znów zachrypniętym głosem - przepraszam, ja... nie powinnam tu przychodzić, może już się pozbierałeś, zacząłeś układać życie na nowo, nie mam prawa ci tego rozbijać... dziękuję i pójdę już...
- Przestań. Powiedz mi o co chodzi... Nie bardzo to wszystko rozumiem. Usiądź, proszę. - wskazał by usiadła na kanapie, zdjął kurtkę i odwiesił ją na wieszaku. Miał chwilę zawahania, czy usiąść obok niej, złapać ją za rękę, żeby czuła się bezpiecznie, czy może lepiej trzymać na dystans i usiąść na fotelu na przeciw niej. Usiadł na kanapie. Dość daleko od niej. Od razu zaczęła mówić.
- Poczułam się ostatnio gorzej, miałam zawroty głowy, pamiętasz jak to było u mnie z okresem, wiecznie się spóźniał, nie bałam się niczego. Odkąd od ciebie odeszłam pracuje i nie mam czasu dla siebie, nie zauważyłam że przybrałam na wadze i powiększył mi się brzuch, znacznie... - urwała i w tym momencie Łukasz spojrzał na jej ciało, faktycznie jej uda były pełniejsze, opinały się na nich czarne legginsy, a brzuch był większy i zaokrąglony. Dziewczyna uśmiechnęła się blado i położyła dłoń na wypukłym brzuchu.
- To czwarty miesiąc.
- Eee, yyy... ja... - Łukasz zaczął się jąkać, chciał zapytać czy dlatego właśnie jest pewna że to on jest ojcem, do oczu napłynęły mu łzy i ręce zaczęły trząść.
- Jestem pewna że to czwarty miesiąc... i że to twoje dziecko... bo wiesz... wtedy... trzy miesiące temu to był pierwszy raz kiedy ja z nim... oh, przepraszam... - urwała i znów zaczęła płakać. Oboje uświadomili sobie że to co się stało, rozmyło całe ich przyszłe życie razem, ich wspólne plany. Gdyby to się nie stało, wiedzieli by wcześniej, byliby szczęśliwi i pielęgnowali swoje uczucie do siebie i do ich maleństwa. Przysunęła się do niego, dotknęła jego dłoni.
- Wiem że po tym co się stało, możesz mnie nie chcieć, ale ono nie jest niczemu winne.
- Już dobrze, chodź tu. - przyciągnął ją do siebie tak by siedziała mu na kolanach, delikatnie kołysał ją tuląc, położył rękę na jej brzuchu.
- Hej stary... - uśmiechnął się i pocałował ją w głowę gładząc jej włosy. - Mam nadzieję że to będzie synek...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
- No cholera jasna, znowu wrzuciła z nim zdjęcie... Nie potrafię poradzić sobie z jej brakiem przy mnie... Oh, kurwa ogarnij się typie, znajdziesz lepszą, uczciwą, wierną dziewczynę. - mówił sam do siebie, z hukiem zamknął laptopa. Trzy miesiące minęły od dnia w którym dowiedział się że jego narzeczona gra nie fair. Wcześniej nic nie podejrzewał, nie wie nawet jak długo to trwało. W dzień kiedy mieli awarię komputerów w pracy wrócił do ich wspólnego mieszkania i przyłapał ją z kolegą ze studiów. Zawsze był o niego zazdrosny, ona uspokajała go słowami "to tylko mój przyjaciel". Był zły na siebie że dawał sobie wcisnąć taki kit. Zmarnował prawie trzy lata, spełniając jej zachcianki. Teraz żyło mu się lepiej, ale nie lżej. Cięgle odczuwał jej brak i widział pustkę w mieszkaniu w którym kiedyś byli szczęśliwi. Wspominał codziennie przed snem kiedy chodziła po domu tylko w jego koszuli. Wspomnienia były tak silne że czuł prawie jej słodki zapach który zawsze zostawiała za sobą. Brakowało mu kobiecych rąk, pieszczot, jego ciało było głodne i spragnione. W ostatni dzień tygodnia pracy czuł że weekend spędzi na ciągłym rozmyślaniu o niej. Chociaż nie potrafił jej wybaczyć, ciągle siedziała mu w głowie. Niechętnie i bez siły wstał z łóżka i poszedł przygotować się do pracy.
Wszedł do biura i powitał go uśmiech uroczej koleżanki.
- Mam dla Ciebie złą wiadomość. - powiedziała Ania.
- No, gorzej nie będzie. - wyraźnie wyglądał na zmęczonego.
- Stary znów odrzucił twój artykuł. - zacisnął jednocześnie i pięści i zęby.
- Ja pierdole, co za człowiek... - od pewnego czasu nie bardzo mu szło sklejanie zdań do gazety. Zostały mu niecałe dwa tygodnie do wydruku kolejnego numeru. Szef czepiał się słabej stylistyki i braku świeżości, powtarzał ze ktoś kto nie będzie potrafił przyciągnąć czytelnika jest zbędny, szkoda marnować pieniędzy na kolejne beztalencie. - idę do zgreda. - uśmiechnął się blado do sympatycznej koleżanki i zostawiając materiały na swoim biurku poszedł jak na ścięcie do jamy smoka.
- Witam, prezesa. Otrzymałem informacje że znów odrzucił pan moje wypociny.
- Dzień dobry, nie nazwałbym tego wypocinami, niezbyt męczysz się ostatnio w pracy.
- Naprawdę się staram... - urwał i usiadł naprzeciw szefa.
- Nieskutecznie. Co mam zrobić żebyś był taki jak kiedyś? Nie wiem czy wiesz, ale nie piszesz dla "Pani Domu" porad o wywabieniu plam. Znałeś się na rzeczy kiedy cię przyjmowaliśmy. Na czym polega twój problem? Nie wierzę w twoją niekompetencję. Masz tydzień na mocny wstępny zarys artykułu albo możesz wysyłać CV do "Kobiety i życia".
- Ok, dziękuję. - humor Łukasza nie poprawił się. Czekały go pracowite dni. Po wyjściu z gabinetu szefa wzrok większości kolegów skierowany był na niego.
- I jak?
- Zjebał mnie. Boże co za dzień. - warknął, usiadł do swojego komputera i zaczął od nowa układać materiały do artykułu. Chwile po 14 do biura weszła kobieta. Ubrana w białą obcisłą sukienkę, a może była kremowa. Burza jej długich ciemnych włosów sprężyście falowała pod wpływem jej kroków. Zmysłowny stukot obcasów sugerował że porusza się jak drapieżna kocica. Przemaszerowała środkiem biura między biurkami pracowników. Przyciągnęła wzrok każdego mężczyzny. Nie bez powodu. Była piękna. (i tu zawiera się prolog!)
- O Jezusie...- jęknął pod nosem kiedy zobaczył tył jej zgrabnego ciała, nogi ugięły się pod nim a usta otworzyły. Wyglądał jak pies który za chwile zacznie się ślinić na widok najlepszego smakołyku. Pierwszą jego myślą wcale nie było "o, cóż za przepiękny okaz płci pięknej zjawił się w mej pracy i z jakiego to powodu" lecz proste i "puknąłbym". W myślach widział ją w samej bieliźnie, kusząco wijącą się przed nim. Nie zastanawiał się czy ktoś widzi jego reakcje, wysunął się ze swoim krzesłem by dłużej obserwować podróż nieznajomej w stronę windy. Oparł się o oparcie fotela, totalnie ogłuszony jej wdziękiem nie zwracał uwagi na pozostałych pracowników. W jego stronę padały liczne uwagi ze strony współpracowników ale on, nie słyszał ani jednej. Złapał oddech dopiero gdy drzwi windy zasunęły się. Kilkakrotnie mrugnął kiedy zobaczył rękę kolegi machającą mu przed oczami.
- Haha, stary, co Ty odwalasz?
- Eee, ja... nie wiem. - wydukał wracając do swojego biurka. W biurze słychać było drobne śmiechy i część kolegów patrzyła się wciąż na Łukasza. - kurwa, zaschło mi w gardle.
- Jakbym tyle czasu nie oddychał też bym poczuł suchoty. - rzucił któryś z kolegów śmiejąc się na koniec.
Łukasz próbował ogarnąć sytuacje i wrócić do swoich spraw ale obraz pięknej wizytorki nie przestawał go dręczyć. W ciągu dwóch kolejnych godzin pracy, napisał tylko kilka słabych zdań do artykułu. Nie śpieszył się z pracą, liczył na to że zobaczy piękność znów przekraczającą próg budynku gazety. Niestety za nadgodziny nikt mu nie zapłaci. Jako jeden z ostatnich wyszedł z pracy. Nikt nie potrafił odpowiedzieć na pytanie kim jest ta piękna kobieta. Zjeżdżając windą wpadł by zapytać o nią portiera.
- Panie Józku, mam pytanie.
- Słucham. - starszy pan uśmiechnął się życzliwie.
- Była tu dziś kobieta... piękna, ciemnowłosa, długie nogi, opalona, pełna wdzięku, ah Panie Józku, bogini. Wie pan może kto to jest?
- A wiem, wiem... W oko ci wpadła młody, co?
- Ahh, prosto w serce.
- Nie chcesz usiąść zanim ci powiem? - Łukasz z niecierpliwością wyczekiwał na informacje, serce waliło mu jak młotem.
- To córka twojego szefa. - wydusił z siebie Pan Józef i cicho się zaśmiał. Łukasz ma na pieńku z szefem, ta informacja nie była dla niego szczęśliwa. Mimo tego, postanowił się nie poddać i walczyć o to piękne ciało. "Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą" powiedział pod nosem wychodząc na parking. Uśmiechnął się wciskając przycisk którym otworzył swoje auto i burknął.
- Będziesz moja, księżniczko. - wsiadł i ruszył w stronę domu.
  • awatar Trójca: Boże! To opowiadanie jest zajebiste! dziekuje że mogę czytać coś tak ciekawego! ^^ Szacunek!!!!:*
  • awatar Tomasz1977: ukłon i rad jestem że mogłem nastepny fragment przeczytać
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- O Jezusie...- jęknął pod nosem kiedy zobaczył tył jej zgrabnego ciała, nogi ugięły się pod nim a usta otworzyły. Wyglądał jak pies który za chwile zacznie się ślinić na widok najlepszego smakołyku. Pierwszą jego myślą wcale nie było "o, cóż za przepiękny okaz płci pięknej zjawił się w mej pracy i z jakiego to powodu" lecz proste i "puknąłbym". W myślach widział ją w samej bieliźnie, kusząco wijącą się przed nim. Nie zastanawiał się czy ktoś widzi jego reakcje, wysunął się ze swoim krzesłem by dłużej obserwować podróż nieznajomej w stronę windy. Oparł się o oparcie fotela, totalnie ogłuszony jej wdziękiem nie zwracał uwagi na pozostałych pracowników. W jego stronę padały liczne uwagi ze strony współpracowników ale on, nie słyszał ani jednej. Złapał oddech dopiero gdy drzwi windy zasunęły się. Kilkakrotnie mrugnął kiedy zobaczył rękę kolegi machającą mu przed oczami.
- Haha, stary, co Ty odwalasz?
- Eee, ja... nie wiem. - wydukał wracając do swojego biurka. W biurze słychać było drobne śmiechy i część kolegów patrzyła się wciąż na Łukasza. - kurwa, zaschło mi w gardle.
- Jakbym tyle czasu nie oddychał też bym poczuł suchoty. - rzucił któryś z kolegów śmiejąc się na koniec.
Łukasz próbował ogarnąć sytuacje i wrócić do swoich spraw ale obraz pięknej wizytorki nie przestawał go dręczyć. W ciągu dwóch kolejnych godzin pracy, napisał tylko kilka słabych zdań do artykułu. Nie śpieszył się z pracą, liczył na to że zobaczy piękność znów przekraczającą próg budynku gazety. Niestety za nadgodziny nikt mu nie zapłaci. Jako jeden z ostatnich wyszedł z pracy. Nikt nie potrafił odpowiedzieć na pytanie kim jest ta piękna kobieta. Zjeżdżając windą wpadł by zapytać o nią portiera.
- Panie Józku, mam pytanie.
- Słucham. - starszy pan uśmiechnął się życzliwie.
- Była tu dziś kobieta... piękna, ciemnowłosa, długie nogi, opalona, pełna wdzięku, ah Panie Józku, bogini. Wie pan może kto to jest?
- A wiem, wiem... W oko ci wpadła młody, co?
- Ahh, prosto w serce.
- Nie chcesz usiąść zanim ci powiem? - Łukasz z niecierpliwością wyczekiwał na informacje, serce waliło mu jak młotem.
- To córka twojego szefa. - wydusił z siebie Pan Józef i cicho się zaśmiał. Łukasz ma na pieńku z szefem, ta informacja nie była dla niego szczęśliwa. Mimo tego, postanowił się nie poddać i walczyć o to piękne ciało. "Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą" powiedział pod nosem wychodząc na parking. Uśmiechnął się wciskając przycisk którym otworzył swoje auto i burknął.
- Będziesz moja, księżniczko. - wsiadł i ruszył w stronę domu.
  • awatar Zlepek słów ;): @Tomasz1977: @Zahhovak: @Wojtek Pixel: @Sky is the limit ♥: @Trójca: zapraszam na rozdział 1, czyli opowieść jak to się zaczęło.. :)
  • awatar Trójca: WOW!Masz talent! :* Zapowiada się ciekawie. Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg :3
  • awatar Sky is the limit ♥: świetne opowiadanie zapowiada się naprawdę ciekawie! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›